Ten wpis powstał ponownie w moim ulubionym media journalu – i po raz kolejny przekonuję się, jak bardzo lubię wracać do tych samych stron, odkrywając je na nowo. W tym wpisie pozwoliłam sobie na odrobinę bardziej wyraziste tło. Głębokie, przygaszone zielenie przełamane szarością, brązem i delikatnymi przetarciami stworzyły bazę, która przypomina stare, lekko zapomniane ściany – takie, które mają swoją historię do opowiedzenia. Pracę zaczęłam od warstw gesso, a następnie budowałam kolor przy użyciu farb akrylowych. Stopniowo dokładałam kolejne warstwy: odbicia stempli, subtelne tekstury i przetarcia, które nadały całości charakteru i głębi. Brzegi przyciemniłam, dzięki czemu wpis nabrał bardziej zamkniętej, intymnej formy. Tym razem kompozycję oparłam na motywie ram i okien – elementów, które symbolicznie zatrzymują chwile. Po lewej stronie pojawia się spokojna, domowa scena – filiżanka, rośliny i miękkie światło wpadające przez okno. Po prawej – bardziej dekoracyjna kompozycja z ramkami, kwiatami i delikatną postacią, która dodaje całości nuty baśniowości. Wykorzystałam elementy papierowe oraz detale, które subtelnie łączą obie strony w jedną historię – o codziennych momentach, marzeniach i tym, co ulotne. Napis „Life needs big dreams” idealnie dopełnia tę opowieść – przypomina, że nawet w spokojnych, cichych chwilach kryje się przestrzeń na coś większego. To jeden z tych wpisów, w których najważniejsza była dla mnie atmosfera – budowana powoli, warstwa po warstwie. Art journaling w takim wydaniu to nie tylko tworzenie kompozycji, ale też zatrzymanie się na chwilę i wsłuchanie w siebie.







